Niemiecki nazistowski obóz zagłady i obóz pracy (1941 - 1944)

Audioprzewodnik

Audioprzewodnik
“Obóz Zagłady Treblinka II”

2009 rok

Wolontariuszki z ASF (Akcji Znaku Pokuty - Służba dla Pokoju) w Treblince
Od 20 do 31 lipca 2009 r. na terenie Muzeum Walki i Męczeństwa w Treblince przebywała dziesięcioosobowa grupa wolontariuszek z trzech krajów: Niemiec, Białorusi i Polski w ramach Akcji Znaku Pokuty - Służby dla Pokoju. W tym roku do Treblinki przyjechały same kobiety, a były to: Stefanie, Agata, Anna-Theresa, Sabine, Alesia, Anke, Deborah, Sonja, Karin, Marie. Organizatorkami spotkania były Stefanie Seifert z Niemiec oraz Agata Warchoł z Polski - absolwentka germanistyki, która była także tłumaczem. Tegoroczne spotkanie charakteryzował temat przewodni: „Kobiety w narodowym socjalizmie”. Miejscem zakwaterowania uczestniczek była szkoła w Prostyni.

 

W pierwszym dniu pobytu w Treblince wolontariuszki poznały historię Obozu Zagłady i Karnego Obozu Pracy, a także zapoznały się z całym terenem Muzeum. W czasie swojego  pobytu wolontariuszki wykonały prace porządkowe na terenach poobozowych. Ich praca polegała na czyszczeniu obiektów, w tym: tablic informacyjnych na terenie Obozu Zagłady, pomnika w Miejscu Straceń i bunkra, a także pieleniu chwastów i sprzątaniu. Poza pracami praktycznymi tłumaczyły stronę internetową muzeum na język niemiecki. Prowadziły dyskusje na temat kobiet w narodowym socjalizmie i roli kobiet, począwszy od kobiet w Trzeciej Rzeszy, a kończąc na czasach obecnych. Codziennie o godz. 12.00 uczestniczki przerywały pracę, żeby w ciszy i skupieniu oddać się refleksji oraz nawiązać symboliczną łączność z wolontariuszami ASF z innych krajów, którzy również pracowali/pracują na rzecz pokoju i pojednania.

Wolontariuszki odwiedziły Warszawę, gdzie m.in. wzięły udział w seminarium zorganizowanym przez Dom Spotkań z Historią poświęconym tematowi sytuacji kobiet w getcie warszawskim. Ponadto, zwiedzając Muzeum Rolnictwa w Ciechanowcu, miały okazję poznać zwyczaje i kulturę polskiej wsi oraz mogły podziwiać nadbużańską przyrodę podczas spływu kajakowego na rzece Bug. W ostatnim dniu pobytu wolontariuszek w Treblince, kierownik muzeum podziękował wszystkim za przyjazd do Treblinki i wykonaną pracę. Uczestniczki z ASF swoją wizytę w Treblince zakończyły pożegnalnym spacerem połączonym z osobistą refleksją po terenie Obozu Zagłady oraz Karnego Obozu Pracy.

 Galeria

 

 

2008 rok

Image
Na pierwszym planie symboliczny ruszt, na którym palono ciała pomordowanych, na drugim młodzież z organizacji Akcji Znaku Pokuty i kierownik muzeum E. Kopówka.

 

Wspólna inicjatywa młodzieży z Niemiec i Polski
ZNAKI POKUTY

 

23 sierpnia strażnicy zauważyli na siedmiu kolumnach berlińskiego Pomnika Pomordowanych Żydów Europy 11 swastyk. Kilkanaście dni wcześniej 15-osobowa grupa młodzieży (9 Niemców i 6 Polaków) sprzątała klasy w Szkole Podstawowej i Gimnazjum dla niewidomych dzieci w Laskach, odmalowane po pożarze 18 listopada 2007. W przerwie między sprzątaniem uczestniczyła w zajęciach w domu spotkań z historią, uczyła się malować ciało (bodypainting) oraz zwiedzała Polskę. 10 sierpnia przyjechała do Treblinki*. W tym roku - inaczej niż w latach: 1999, 2001, 2005 i 2006 - była to wizyta jednodniowa, nastawiona wyłącznie na zwiedzenie Muzeum Walki i Męczeństwa w Treblince. W latach poprzednich wolontariusze, którzy przyjeżdżali tu w ramach berlińskiej Akcji Znaki Pokuty - Służba dla Pokoju (Aktion Sühnezeichen Friedensdienste e.V. - niemiecka organizacja, zajmująca się pojednaniem Niemców z narodami, które ucierpiały w okresie II wojny światowej), wykonywali prace porządkowe na liczącym 132 ha terenie muzeum.

Grupa, którą spotykam, jest bardzo barwna. Tłumaczka Basia ma dredy, Marzena romantycznie zarzucony zielony szal. Ubrana na czarno Nina intryguje czerwonymi włosami. Dla Anety i Olgi 2-tygodniowy obóz wolontariacki jest przedsmakiem rocznych praktyk w Dachau. Inni chcą w ten sposób lepiej poznać historię i... język obcy, chociaż od razu widać, że to Polakom bardziej zależy na podszlifowaniu niemieckiego. Ważne jest to, że spotykają się i rozmawiają nie tylko na temat historii, ale i tego, co się dzieje aktualnie. Ninę interesują sztuka i polityka. Planuje roczny wyjazd do Izraela, Przyznaje, że dużo zostało zrobione w kwestii poprawy stosunków politycznych między Polakami, Żydami i Niemcami, ale wciąż funkcjonują uprzedzenia i stereotypy. Z powodu odradzających się w Europie tendencji nazistowskich znana z antynazistowskich poglądów Nina dla bezpieczeństwa posługuje się w Niemczech pseudonimem. Marcin - uczeń liceum ogólnokształcącego w Piekarach, które kontynuuje pracę z młodzieżą z ubogich rodzin, zainicjowaną przez księdza Kazimierza Siemaszkę, został wysłany na ten obóz przez swoją szkołę. Clara od roku jest wolontariuszką w Warszawie. Jej mama, niegdyś uczestniczka obozów ASF, przyjechała z nimi do Treblinki. Lars pracuje społecznie w Lublinie, Karoline odwiedza starsze osoby w Gdańsku.


Interesowało ich wszystko. 16 tablic wystawowych, przygotowanych w latach 2003-2005 w budynku muzeum przez trójkę niemieckich uczniów Gimnazjum Bethel przy Zespole Szkół im. Friedricha von Bodelschwingh w Bielefeld. (Gdy Eva Budde, Felix Hansen i Jonathan Sokolowski przyjechali do Treblinki w 2003 r., zaskoczyło ich, że zwiedzanie rozpoczyna się tu od razu od wejścia na teren obozu). Owocem ich pracy są dwujęzyczne (po niemiecku i po polsku) wystawa i album, przygotowane pod kierunkiem nauczycielki Beate Stollberg-Wolschendorf. Oznaczenia - Treblinka I i Treblinka II - rozróżniały oficjalny Obóz Pracy (Treblinka I), istniejący od lipca 1941 r. i Obóz Zagłady (Treblinka II), utworzony rok później, wybudowany przez więźniów Treblinki I i przymusowych robotników z okolicy. Z Treblinki I po 3-6 miesiącach pracy można było - jeżeli udało się przeżyć, bo np. 2 razy wybuchła tu epidemia tyfusu - wrócić do domu. Z Treblinki II, przemyślnie zakonspirowanej gałęziami, a przygotowanej dla: Żydów, Romów, Cyganów i Sinti (grupa etniczna, pokrewna Romom) nie było szans powrotu. Oba obozy łączyła tzw. Czarna Droga. Zachowano w niej kilka fragmentów macew, najprawdopodobniej pochodzących z kirkutu w Kosowie Lackim. Większe fragmenty nagrobków przeniesiono do budynku muzeum. Czy faktycznie nikt nie wiedział o Obozie Zagłady? Przez dwa pierwsze miesiące - nie. Potem w Niemczech wiedział ten, kto chciał o tym wiedzieć. Mieszkający w okolicy Polacy czuli swąd palonych na otwartych rusztach ciał, który unosił się na odległość kilkunastu km. Według świadków, obóz przyciągał wręcz miejscową ludność, która nielegalnie handlowała przedmiotami, należącymi do ofiar, z załogą SS i wartownikami. AK dała znać o istnieniu obozu meldunkami do Londynu. Żydzi wysłali na stację kolejową Treblinka działacza Bundu w przebraniu kolejarskim. Dlaczego wybudowano komory – najpierw drewniane, potem – w ramach reorganizacji obozu – gazowe? Czy nie szybciej i prościej byłoby rozstrzeliwać więźniów? Byłoby, gdyby nie to, że podobno nawet kapo, którzy strzałem w tył głowy zabijał w lazarecie (zamaskowany dół) „tylko”: starców, chorych, niepełnosprawnych fizycznie i chore dzieci, nie mógł znieść krzyku ofiar. Komory mordowały codziennie 17 tys. ludzi. Pierwszy komendant Treblinki, doktor medycyny Irmfried Eberl, rozpił się.

Młodzież zainteresowała się też kamieniami, nierzadko kolorowymi niczym nasze pisanki (wśród zdobień przeważają tu nie szlaczki, ale gwiazdy Dawida), które wykonuje w Izraelu i Niemczech młodzież ze szkół średnich na zajęciach, dotyczących zagłady Żydów. Dużym zaskoczeniem dla zwiedzających było obozowe... ZOO. Ze zwierzętami nie egzotycznymi - jak w dzisiejszych ogrodach zoologicznych - ale leśnymi: wiewiórkami, lisami... ZOO zostało pomyślane jako miejsce, w którym można zapalić papierosa, wypić piwo i... nie patrzeć na umierających lub już zmarłych ludzi. Kolejnym intrygującym miejscem był Der Schlauch - licząca ok. 50-60 m droga-pułapka do komór gazowych. Celowo miała w pewnym momencie zakręt pod kątem prostym, tak by nie można było zobaczyć, gdzie się kończy. Gdy komory były pełne, właśnie na tym zakręcie zatrzymywano zmierzających do nich ludzi.


Czemu jest tak mało śladów obozu? Niemcy skrzętnie je zatarli. Nie było trudno, gdyż poza komorami wszystko tu zbudowano z drewna. W 1943 r. teren zaorano i obsiano łubinem. Wybudowano dom, w którym osadzono rodzinę ukraińską. Ta z kolei założyła fermę bydła. Przez 15 lat (muzeum powstało w 1964 r.) PRL-u było to miejsce nieupamiętnione. Dochodziło do licznych profanacji na tle rabunkowym. Poszukiwacze złota czy diamentów, znajdując je - napędzali kolejnych „łowców skarbów”. Dotychczas nie prowadzono tu prac archeologicznych, ale 15 sierpnia 2008 kierownik Muzeum Walki i Męczeństwa w Treblince, Edward Kopówka powiedział mi, że powoli dojrzewa do podjęcia tej decyzji. Dzień później, będąc w Warszawie, na placu przed wejściem do śródmiejskiej stacji metra dostrzegłam czerwoną czuprynę Niny. Obok niej, pod bodypaintingowymi malowidłami, rozpoznałam twarze pozostałych członków grupy. Pełni energii i pomysłów młodzi ludzie bawili się tego dnia w kilku punktach miasta (Starówka, Park Saski) w zabawę „energise”, mającą na celu ich lepszą (o ile to możliwe) integrację. Powtarzane za Basią niczym Ojcem Wirgiliuszem figury przyciągały wzrok przechodniów. Młody Polak, który przypadkowo zaczął przysłuchiwać się mojej rozmowie z Olgą, zainteresował się ideą Akcji Znaki Pokuty do tego stopnia, że nie zdziwię się, jeśli za rok to on przyjedzie do Treblinki
 

ANETA ABRAMOWICZ

*10 sierpnia była też w Treblince młodzież z Izraela. Niestety, grupy izraelskie mają swój program zwiedzania. Nie mieliśmy okazji wspólnie usiąść i porozmawiać.

 

2007 rok

Od 5 do 19 sierpnia 2007 r. na terenie Muzeum Walki i Męczeństwa w Treblince zorganizowane zostały międzynarodowe spotkania młodzieży. Inicjatorem tych spotkań jest Akcja Znaku Pokuty - Służba dla Pokoju z siedzibą w Berlinie (Aktion Suhnezeichen Friedensdienste). Muzeum Walki i Męczeństwa w Treblince współpracuje z Akcją Znaki Pokuty od 1999 roku. AZP jest organizacją zajmującą się pojednaniem Niemców z narodami, które ucierpiały w okresie II wojny światowej.

Image
Wolontariuszki z ASF poznają historię obozu zagłady
 

Jedną z form pracy, które realizuje Akcja są tzw. spotkania letnie w miejscach pamięci w Polsce. Tego typu spotkania w Muzeum w Treblince były organizowane w 1999, 2001, 2005 i 2006 roku. W tym roku było już piąte z kolei spotkanie. Wolontariusze, obok programu merytorycznego, wykonują prace porządkowe na rozległym terenie muzeum. W tym roku było dziesięć uczestniczek: Manuela Mueller (Niemka, z zawodu pedagog socjalny, pracuje z dziećmi niepełnosprawnymi w Kirchheim), Linda Paetzold (Niemka, studentka socjologii z Darmstadt), Nicole Radzuweit (Niemka, nauczycielka historii, filozofii i języka niemieckiego w liceum); Elena Kofanova (Ukrainka, studentka z Charkowa, gdzie studiuje angielski i niemiecki), Iben Piper (Niemka, licealistka z Flensburga), Ilona Cuch (Polka, studentka germanistyki z Akademii Podlaskiej), Alicja Rogali (Niemka, studentka slawistyki z Kilonit), Gesa Pries (Niemka, studentka prawa na Uniwersytecie Viadrina we Frankfurcie nad Odrą), Mona Bleier (Niemka, wolontariuszka ASF, ostatnio pracowała w Fundacji Polsko Niemieckie Pojednanie),   Doerte Krueckels (Niemka, studentka slawistyki z Kilonii, pracowała jako wolontariuszka w Krakowie).

Mona Bleier i Doerte Krueckels były liderkami grupy. Wszyscy interesowali się historią II wojny światowej. Ciekawił ich również stosunek Polaków do Żydów w okresie zagłady. Większość uczestników z zagranicy była po raz pierwszy w Polsce i chciała również poznać jak najlepiej nasz kraj, obyczaje i język. Cała grupa chciała zapoznać się z miejscem pamięci, jakim jest Treblinka. Poznać innych ludzi, którzy interesują się tematem zagłady Żydów. Uczestnicy spotkania stwierdzili, iż Treblinka jest mało znana w Niemczech, choć liczba zamordowanych tutaj ludzi, sięgająca przeszło 800 000, jest ogromna. Nie kryli też pozytywnego zdziwienia, że Polska jest krajem nowoczesnym i doskonale radzi sobie z rozwojowymi opóźnieniami. Z pobytu w miejscu pamięci, jakim jest Treblinka, wynieśli prawdę historyczną i umiejętności pracy w międzynarodowej grupie, gdzie zaplanowanie pracy, porozumienie się i zrozumienie jest prawdziwą sztuką.

EDWARD KOPÓWKA


Inne artykuły o wolontariuszach ASF w Treblince z 2007 r. :
M. Dylewski, Poznały Treblinkę z drugiej strony,„Tygodnik Ostrołęcki”, Nr 34, 21. 08. 2007 r.
B. Gontarz, Międzynarodowa grupa na nietypowej lekcji historii, „Życie Sokołowa”, Nr 191, 17. 08. 2007 r.

2006 rok

2006 r.

Pamięć i pojednanie

 

W dniach od 7 do 21 sierpnia 2006 r. na terenie Muzeum Walki i Męczeństwa w Treblince odbyły się, już po raz czwarty, Międzynarodowe Spotkania Młodzieżowe. Ich inicjatorem jest berlińska Akcja Znaku Pokuty - Służba dla Pokoju (Aktion Siihnezeichen Friedensdienste e. V.), z którą od 1999 roku współpracuje muzeum.


AZP jest organizacją zajmującą się pojednaniem Niemców z narodami, które ucierpiały w okresie II wojny światowej. Jedną z form pracy, które realizuje Akcja są tzw. „spotkania letnie" w Miejscach Pamięci w Polsce. Tego typu spotkania na terenie Muzeum w Treblince były organizowane już w latach 1999, 2001 i 2005. Wolontariusze, obok programu merytorycznego, wykonują prace porządkowe na terenie muzeum. W tym roku byli to: Chris Körner z Zwickau (Niemcy), Stefan Dworschak, student lingwistyki z Heidelbergu (Niemcy), Adam Hawr, student elektrotechniki Uniwersytetu Praskiego (Czechy), Georg Penner, student architektury Politechniki w Berlinie (Niemcy), Tania Czepurko, studentka germanistyki Uniwersytetu w Simferopolu na Krymie (Ukraina), Barbara Hundt, praktykantka Studium Nauki o Pokoju i Konfliktach w Magdeburgu (Niemcy), Eva Dobberkau, studentka historii Uniwersytetu w Bonn (Niemcy), Józef Pawicki, student Politechniki Łódzkiej, Anja Tfitz, absolwentka muzeologii Uniwersytetu w Lipsku (Niemcy), która obecnie pracuje jako wolontariuszka AZN w Żydowskim Instytucie Historycznym w Warszawie oraz Karolina Reinhardt, wolontariuszka AZN w muzeum w Turyngii (Niemcy).
Podczas spotkania integracyjnego, na pytanie: „Dlaczego tu przyjechałeś?”, Georg Panner odpowiedział: „Przyjechałem tu, by się uczyć, poznawać, pamiętać o tym co było i wyciągnąć wnioski na przyszłość, by żyć zgodnie w wielkiej społeczności narodów".

 

E. Kopówka, Pamięć i pojednanie, „Kronika Mazowiecka”, nr 9, 2006 r.

 

Przyjechali na znak pokuty

 

Dziesięcioro wolontariuszy z czterech różnych krajów przyjechało do Muzeum Walki i Męczeństwa w Treblince, aby lepiej poznać historię niemieckiego nazizmu na polskich ziemiach okupowanych przez III Rzeszę.

 

Image
Młodzież z Akcji Znaku Pokuty zwiedza wystawę w muzeum z kierownikiem Edwardem Kopówką
 

Podczas dwutygodniowego pobytu w miejscu zagłady kilkuset tysięcy ludzi krwawe dzieje tej ziemi poznawali poprzez pracę na rzecz Muzeum. Zajęli się oni m.in. porządkowaniem placu z 17 tysiącami kamieni - pomników holocaustu. Przy okazji dowiedzieli się również, że hitlerowcy w ciągu jednej doby potrafili uśmiercić w tym obozie tylu ludzi, ile jest tam tych kamieni. Zrobiło to na nich ogromne wrażenie.


Już po raz czwarty młodzież należąca do międzynarodowego stowarzyszenia Akcja Znaku Pokuty przyjechała doTreblinki na zaproszenie dyrekcji muzeum.

- Młodzież z Akcji współpracuje z wieloma muzeami-obozami w naszym kraju. My działamy z nimi od niedawna, gdyż wcześniej nie mieliśmy możliwości gościć u nas kogokolwiek dłużej niż jeden dzień - opowiada Edward Kópówka, kierownik Muzeum w Treblince. - Ja dowiedziałem się o nich całkiem niedawno - kilkanaście lat temu od jednego z profesorów Niemieckiego Instytutu Historycznego, który zwiedzał Treblinkę. Opowiedział mi o działalności Akcji Znaki Pokuty i zachęcił do podjęcia współpracy. Pierwsza grupa młodzieży, która przyjechała do nas w ramach tej inicjatywy, mieszkała w Szkole Podstawowej w Wólce Okrąglik. Warunki mieli tam spartańskie, więc staraliśmy się znaleźć dla nich inne lokum. Udało się to nam w Małkini, w byłym internacie Zespołu Szkół im. Stanisława Staszica. Jest to może kilkanaście kilometrów dalej, ale warunki są lepsze.
- Nasze muzeum zlokalizowane całkowicie w lesie z dala od większych siedzib ludzkich nie ma tak dobrze rozwiniętej bazy turystycznej jak np. Oświęcim - dodaje kierownik Kopówka. - Tam młodzi wolontariusze mogą skorzystać z dobrze wyposażonego Centrum Edukacji o Auschwitz i Holocauście. U nas o budowie podobnej infrastruktury przez dziesięciolecia nie było mowy. Lecz spartańskie warunki naszego muzeum nie przeszkadzały przyjeżdżającym tu młodym ludziom z Akcji, nie zrażali się oni tym co tutaj zastawali. To były grupy ideowe, które od samego początku miały jasno sprecyzowane cele: poznać historię holokaustu poprzez pracę na rzecz muzeum.
- Teren Muzeum w Treblince z roku na rok zmienia swoje oblicze. Kilka miesięcy temu odremontowano stary budynek mieszkalny. Znalazła się w nim ekspozycja poświęconą historii obozu. Jest tam również niewielka sala konferencyjna i biuro muzeum. Sam parking wyłożony został kostką brukową, a obok niego postawiono nowe toalety i budynek kasy muzeum. W zamierzeniach jest budowa przestronnego pawilonu muzealnego mogącego w dużo większym stopniu prezentować historię tej ziemi. Może już za kilka lat młodzież z Akcji Znaki Pokuty oraz innych stowarzyszeń będzie spędzała tutaj całe wakacje dogłębnie poznając historię holokaustu II wojny światowej.
- Tegoroczni wolontariusze swój pobyt w muzeum rozpoczęli od jego dokładnego zwiedzenia. Podczas kilkugodzinnego spaceru pytali się przewodnika prawie o wszystko - o rekonstrukcję planu obiektów służących do masowej zagłady ludzi, o komory gazowe, miejsce straceń, ogrodzenie obozu czy dokładne miejsce rampy kolejowej, na którą przywożono ludzi w bydlęcych wagonach.
- Pierwszy plan Treblinki powstał już w 1947 roku na podstawie relacji ludzi, którzy przeżyli koszmar pobytu tam - opowiada zwiedzającym kierownik muzeum. - Jednak nie były tu nigdy prowadzone dokładne prace archeologiczne. Wyjątkiem jest obszar, gdzie znajdowały się masowe mogiły. Powodem takiego stanu rzeczy był fakt, iż w latach 50. i 60. ubiegłego wieku, kiedy powstawało tutaj muzeum, większą wagę przywiązywano do samej idei upamiętniania niż do historycznych szczegółów minionego okresu. Dlatego nie badano np. gdzie dokładnie stały baraki dla więźniów, jak przebiegały drogi w obozie. Poza tym judaizm całkiem inaczej podchodzi do takich spraw jak ludzkie szczątki. Ekshumacje są zabronione, kości ludzkie można odkrywać tylko w specjalnych okolicznościach, z zachowaniem nadzoru rabinackiego. Dopiero od niedawna prowadzone są szersze badania historyczne dotyczące naszego obozu, którego teren to blisko 17 hektarów ziemi.

 

M. Dylewski, Przyjechali na znak pokuty, „Tygodnik Ostrołęcki", Nr 35, 29. 08. 2006 r.


Inny artykuł o wolontariuszach ASF w Treblince z 2006 roku:

B. Gontarz, Tak poznają przeszłość, „Życie Sokołowa”, 18. 08. 2006 r.

 


 

 

Image W dniach od 7 do 21 sierpnia 2006 r. na terenie Muzeum Walki i Męczeństwa w Treblince zorganizowane zostały międzynarodowe spotkania młodzieżowe. Inicjatorem tych spotkań jest Akcja Znaku Pokuty - Służba dla Pokoju z Berlina (Aktion Sühnezeichen Friedensdienste e.V.). Muzeum Walki i Męczeństwa w Treblince współpracuje z Akcją Znaki Pokuty od 1999 roku. AZP jest organizacją zajmującą się pojednaniem Niemców z narodami, które ucierpiały w okresie II wojny światowej. Jedną z form pracy, które realizuje Akcja są tzw. "spotkania letnie" w Miejscach Pamięci w Polsce. Tego typu spotkania na terenie Muzeum w Treblince były organizowane w 1999, 2001 i 2005 roku. W tym roku było już czwarte z kolei.
 

Wolontariusze obok programu merytorycznego, wykonują prace porządkowe na rozległym terenie muzeum. W tym roku było dziesięciu uczestników: Chris Körner z Zwickau (Niemcy), student szkoły zawodowej o kierunku "spedycja", lat 20, Stefan Dworschak, student lingwistyki z Heidelbergu (Niemcy), lat 24, Adam Hawr, student elektrotechniki Uniwersytetu Praskiego (Czechy), lat 19, Georg Penner, student architektury Politechniki w Berlinie (Niemcy), lat 27, Tania Czepurko, studentka germanistyki Uniwersytetu w Simferopolu na Krymie (Ukraina), lat 18, Barbara Hundt, Niemka mieszkająca w Kanadzie, praktykantka ImageStudium Nauki o Pokoju i Konfliktach w Magdeburgu, Eva Dobberkau studentka historii, historii sztuki i antropologii Uniwersytetu w Bonn (Niemcy), lat 23, Józef Pawicki, Polak, student Politechniki Łódzkiej wydziału elektrotechniki, Anja Tfitz, absolwentka muzeologii Uniwersytetu w Lipsku (Niemcy), która obecnie pracuje jako wolontariuszka AZN w Żydowskim Instytucie Historycznym w Warszawie oraz Karolina Reinhardt, wolontariuszka AZN w muzeum w Turyngii (Niemcy). Anja Fritz i Karolina Reinhard były kierownikami grupy. Cała grupa interesowała się historią, oczywiście w różnym stopniu, jedni zawodowo inni hobbistycznie. Podczas spotkania integracyjnego, na pytanie dlaczego tu przyjechałeś?, Chris Korner odpowiedział: „Chciałem poznać bliżej okres narodowosocjalistyczny i wykonać pracę, która ma głęboki sens”. Georg Panner przyjechał tu by się uczyć, poznawać, pamiętać o tym co było i wyciągnąć wnioski na przyszłość by żyć zgodnie w wielkiej społeczności narodów. Interesował ich również stosunek Polaków do Żydów w okresie zagłady. Większość uczestników była po raz pierwszy w Polsce i chciała również poznać nasz kraj i obyczaje, jak również język. Anja Fritz dobrze mówi po polsku a Stefan Dworschak i Eva Dobberkau pilnie się uczą naszego języka.


Więcej informacji o Akcji Znaki Pokuty można uzyskać pod adresem: www.asf-ev.de
 

Edward Kopówka

2005 rok

2005 rok

Tak poznają przeszłość

Ośmioro młodych ludzi z niemieckiej organizacji Akcja Znaki Pokuty od kilku dni porządkuje teren Muzeum Walki i Męczeństwa w Treblince.

Image
Goście usuwają chwasty z miejsc, gdzie umieszczono pamiątkowe kamienie


Siódemce młodych ludzi z różnych miast w Niemczech towarzyszy jako tłumacz Anna Witkowicz, studentka III roku germanistyki na Uniwersytecie Jagiellońskim. Ten wyjazd także jej ma pomóc w lepszym poznaniu zagadnień związanych z okresem II wojny światowej. - Przygotowuję się do pisania pracy magisterskiej o powieściach z okresu narodowego socjalizmu w Niemczech - mówi.

 

Zdążyli zaorać

Obóz zagłady Treblinka II działał od lipca 1942 r. do listopada 1943 r. i miał służyć realizacji hitlerowskich planów tzw. ostatecznego rozwiązania kwestii żydowskiej w Europie. Zginęło tu ponad 800 000 ludzi. Były dni, że w komorach gazowych uśmiercano, zaś na stosach palono od 15 do 18 tysięcy osób. Oprócz niego istniał także Karny Obóz Pracy przy istniejącej kopalni żwiru. Osadzeni tu byli zarówno Polacy, jak i Żydzi. Przez Karny Obóz przeszło ponad 20 tys. więźniów, z których połowa zmarła z wycieńczenia głodowego, wskutek tortur lub została rozstrzelana.
Obozy w Treblince zostały całkowicie zlikwidowane, gdy do miejscowości zbliżały się wojska radzieckie. W ich miejscu powstało muzeum.

 

Pamięć trwa

Dziś Muzeum Walki i Męczeństwa w Treblince obejmuje ponad 132 hektary, z czego 17 to teren dawnego obozu zagłady- mówi Edward Kopówka, kierownik muzeum.- Do prac porządkowych, czyli koszenia trawy i wyrywania chwastów, zatrudniamy jednego pracownika na stałe i dwóch sezonowo, dlatego każde ręce są ważne. Dla wolontariuszy praca zawsze się znajdzie, a przy okazji mogą oni poznać miejscowości związane z tragicznymi kartami historii. W miejscach takich jak Treblinka, Sobibór czy Bełżec, gdzie obozy zostały zniszczone odwiedzających nie przytłacza widok zgromadzonych włosów ofiar zagłady, czy pozostawionych przez nie rzeczy osobistych. W Oświęcimiu czasami sam widok wystarcza za komentarz.
Wolontariat w Niemczech pełni zupełnie inną rolę, niż w Polsce. Dla młodych ludzi to okazja, żeby zdobyć doświadczenia którymi mogą się później pochwalić przed potencjalnymi pracodawcami. Także urzędy pracy chętnie kierują bezrobotnych do organizacji społecznych. Z kolei dla kandydatów do Bundswehry wolontariat jest sposobem na odbycie zastępczej służby wojskowej.

Zdobyć doświadczenia

Grupą, która przyjechała do Treblinki kierują Jamila Martin i Janek Lassau. Jamila jako wolontariuszka pomaga starszym ludziom. Janek został wolontariuszem w Żydowskim Instytucie Historycznym w Warszawie. Zajmuje się niemiecką korespondencją z czasów wojennych. Isolde Gesch uczy w Niemczech historii. Jej rodzice przed 1945 rokiem mieszkali na terenach, które obecnie należą do Polski. Chcę uczyć moich uczniów nie tylko na podstawie wiedzy teoretycznej z książek, ale także na podstawie własnych doświadczeń - wyjaśnia motywy swojego przyjazdu. Eva Stellmacher studiuje w Berlinie, na kierunku który kształci przyszłych pracowników socjalnych. W maju miała okazję odwiedzić były obóz w Oświęcimiu. Przyznaje, że dla pokolenia niemieckich 70 czy 80-latków sprawa zagłady narodów podbitych przez hitlerowców to temat drażliwy, ale młodzież ma do zagadnienia inne podejście. Volker Prott - student historii i Jonas Janssen, który od jesieni chce studiować politologię mówią z kolei, że uważają za dobre rozwiązanie połączenie pracy fizycznej w miejscu dawnego obozu z pogłębianiem wiedzy o narodowym socjalizmie. Z kolei Martin Gniatezyk, choć urodził się w Szczecinie, to od 17 lat mieszka pod Hannoverem. On pobyt w Polsce traktuje jako przygotowanie do rocznego wyjazdu na Ukrainę. Będzie tam, jako wolontariusz, opiekował się starszymi osobami ze związku skupiającego przymusowych robotników z czasów II wojny.
 

B. Gontarz, Tak poznają przeszłość, „Życie Sokołowa”, Nr 175 z 29.07.2005 r.
 

2001 rok

2001 rok

 

Nigdy więcej...

 

Po raz drugi w Muzeum Walki i Męczeństwa w Treblince pracowała grupa wolontariuszy z Niemiec i Kanady skupiona wokół organizacji Służba dla Pokoju „Znaki Pokuty”. Młodzi Niemcy i małżeństwo z Kanady pielą chwasty, czyszczą betonowe krzyże z mchu i porostów. W ten sposób chcą przekazać światu, a w szczególności narodowi polskiemu, zapewnienie - Nigdy więcej...

 

Image
Wolontariusze Służby Pokoju Znaki Pokuty oraz uczestnicy spotkania w wieży siedleckiego ratusza.

 

Ben swobodnie mówi po polsku. Ma 21 lat. Jest zafascynowany naszym językiem.
- To nic, że jest trudny, nawet bardzo trudny. Wielu dziwi się, że władając niemieckim i angielskim uczę się języka narodu liczącego zaledwie niespełna 40 milionów. Nie rozumiem takiego myślenia. Jest mi ono zupełnie obce - mówi Ben.

Języka polskiego nauczył się podczas osiemnastomiesięcznego pobytu w Oświęcimiu, gdzie pracował w Międzynarodowym Domu Spotkań. W ten sposób odrabia służbę wojskową.
- W Niemczech każdy młody mężczyzna może odmówić służenia w armii. Służba dla Pokoju jest jedną z organizacji pozarządowych, które stwarzają taką możliwość. Wolontariusze pracują na terenie obozu zagłady w Oświęcimiu lub w jednym z Domów Opieki w Europie Zachodniej, opiekują się ludźmi starymi, częstokroć byłymi więźniami obozów koncentracyjnych, narkomanami, uchodźcami. W okresie letnim stowarzyszenie organizuje kilkanaście obozów letnich w różnych krajach świata - m.in. w Polsce, na Białorusi, w Czechach, a nawet USA, gdzie obecnie mieszka dużo Żydów. Podczas tegorocznych wakacji pracuje w korpusie Służby dla Pokoju „Znaki Pokuty" około 150 wolontariuszy z 12 krajów świata. W Treblince pracowało od 22 lipca do 4 sierpnia dziewięć osób. W czwartek, 26 lipca, obcokrajowcy spotkali się w bibliotece siedleckiego ratusza z dziennikarzami oraz polską młodzieżą. Byli bardzo otwarci. Z wielkim entuzjazmem mówili o swojej misji. Codziennie, dokładnie o godz. 12.00, przerywamy pracę na chwilę skupienia i medytacji. Tak czynią uczestnicy wszystkich obozów - mówi Ben.

Na terenie obozu w Treblince pielą chwasty, które wyrastają przy betonowych płytach, czyszczą porosłe zielonym mchem krzyże. Praca, jaką wykonają podczas dwutygodniowego pobytu, nie jest w ich misji najważniejsza. Wydaje mi się, że bardziej cenna jest ich dobra wola, chęć pomocy, otwarcie się na problemy Polaków, zainteresowanie kulturą naszego kraju.
- Wolontariusze mieszkają w szkole we wsi Wólka Okrąglik. Nie mają żadnych wymagań, choć warunki w małej szkole są iście spartańskie. Do sal lekcyjnych wstawiono materace, aby mogli odpocząć po pracy- mówi dyrektor Muzeum Walki i Męczeństwa w Treblince, Edward Kopówka.

- Interesuję się historią. Bardzo się cieszę, że tu przyjechałam, bo niewiele wiedziałam na temat Treblinki - mówi Anna z Hamburga. Studiuje pedagogikę. Chce pracować z dziećmi. Od kiedy poznała historię i książki Janusza Korczaka, marzyła o podróży do Polski.

 


Miriam bez trudu przedstawia się w języku polskim. Jej mama jest Polką. Miriam ma niewiele ponad 20 lat. Ona również interesuje się kulturą żydowską.

- W gronie młodych wolontariuszy znalazło się małżeństwo w średnim wieku. Przyjechali do Treblinki aż z dalekiej Kanady. Ona jest dyrektorem szkoły dla rodzin pracowników korpusu ONZ, on wyemigrował do Kanady z Niemiec.
- Przed wojną moja rodzina mieszkała w Wielkopolsce. Dziś moja rodzina zapuściła mocno korzenie w Berlinie. Polska od dawna mnie interesowała, przecież leży zaledwie 80 kilometrów od Berlina -mówi mężczyzna. Z satysfakcją dodaje kilka prostych zdań po polsku. Naszego języka uczy się w polskim konsulacie w Kanadzie.

- Pracując na terenie byłego obozu dużo myślę o przeszłości. Bardzo poruszył mnie fakt, że dzień w którym hitlerowcy przywieźli pierwszy transport Żydów, jest dniem moich urodzin. Z pewnością wyjadę z Treblinki bogatsza, zmieniona. Własnymi przemyśleniami pragnę podzielić się z moimi uczniami - mówiła Kanadyjka.

Co Was skłoniło, aby przyjechać do Treblinki? Wielu waszych rodaków opala się teraz na hiszpańskiej lub włoskiej plaży - pytanie to ze strony polskiej młodzieży musiało paść podczas spotkania.
- Nie czujemy się winni za Holocaust, ale chcemy wziąć na siebie odpowiedzialność za dziś i jutro. Faszyzm, ludobójstwo, miliony poległych w II wojnie - to spuścizna, to brzemię, które przekazali nam nasi dziadkowie. Nie możemy powiedzieć - to nie nasz problem, my tego nie zrobiliśmy. Tak nie zbudujemy pokoju - mówi otwarcie Peter. Patrzy nam prosto w oczy, pytając wzrokiem, czy dobrze zrozumieliśmy jego przetłumaczone słowa.
- Bardzo trudno jest zmierzyć się z przeszłością swojego narodu, nawet gdy minęło ponad 60 lat. Niełatwo, bo jest to historia pełna nieludzkiego okrucieństwa... okrucieństwa, które było lub mogło być udziałem osób nam bliskich. Wiem, że mój dziadek w czasie II wojny światowej był żołnierzem. Walczył na Wschodzie. Nie opowiada o tamtych latach. Milczy. Ogromnie trudno jest mi zadawać mu pytania... - mówi szczerze Anna.
- Historię należy przyjmować obiektywnie, nie można negować czy też odrzucać udowodnionych faktów. Tylko taką drogą można zmienić świadomość narodu... Tylko w taki sposób można stać się lepszym - mówili młodzi Niemcy.

Polacy też muszą zmierzyć się z ciemnymi kartami naszej historii. Jest na nich nie tylko mord w Jedwabnem, ale również przemoc wobec cywilnej ludności niemieckiej w 1945 roku.

 

Bożena Luczewska-Matejek


Inne artykuły o ASF w Treblince z 2001 roku:
1. Symboliczna obecność, „Kurier Siedlecki”, nr 32, 8. 08.2001
2. K. Bukowicka, Znaki pokuty, „Gazeta Powiatowa”, nr 16, 19 .08.2001

1999 rok

1999 rok

Posprzątać obóz

 

ImageOd 7 do 21 sierpnia na terenie dawnego obozu zagłady w Treblince przebywa grupa wolontariuszy - uczestników obozu letniego zorganizowanego przez niemiecką organizację Akcja Znaku Pokuty/Służby dla Pokoju z siedzibą w Berlinie. Kilkunastu wolontariuszy zakwaterowanych w Szkole Podstawowej w Wólce Okrąglik codziennie zajmuje się nieodpłatnie pracami związanymi z porządkowaniem terenu obozu. Prawdopodobnie obozy letnie przybiorą charakter cykliczny i będą także organizowane w latach następnych.

Jednak następny pobyt wolontariuszy zależy od sposobu przyjęcia ich przez nasze społeczeństwo. Wszystko wskazuje na to, że z tej próby egzamin został zdany, chociaż w samej organizacji spraw związanych z pobytem wolontariuszy zawiodła przedstawicielka Akcji Znaku Pokuty na Polskę z Krakowa. Tylko dzięki dyrektorce szkoły w Wólce Okrąglik pani Jadwidze Truskolaskiej kilkunastoosobowa grupa mogła zamieszkać w przygotowanym w ostatniej chwili budynku szkoły. Pani Jadwiga zadbała o zakwaterowanie grupy załatwiając sprawy związane z pobytem, począwszy od przygotowania lokum, po materace do spania, łyżki, garnki itp.

Każdy z wolontariuszy do Wólki Okrąglik przyjechał na własny koszt. Pieniądze otrzymane z Akcji na dwutygodniowy pobyt okazały się niewystarczające, ponieważ cała grupa musiała się sama wyżywić. W tej sytuacji dużą pomoc okazał prezes kosowskiej mleczarni Andrzej Kraska, przekazując za darmo produkty mleczarskie. Podobnie postąpili prezesi z Sokołowskich Zakładów Mięsnych. Z dużym zaangażowaniem zbierał produkty spożywcze z sokołowskich hurtowni i sklepów spożywczych burmistrz Bogusław Karakuła, radny Krzysztof Błoński oraz Lucjan Dzieciątko - prezes Stowarzyszenia Kupców Rejonu Sokołowskiego. Z kolei dyrektor Ośrodka Sportu i Rekreacji w Sokołowie Sławomir Podbielski zapewnił grupie kilkukrotny darmowy pobyt na basenie. Za okazaną gościnność i pomoc w imieniu wolontariuszy - WIELKIE DZIĘKI.

Rozmowa z Imke Hansen - kierownikiem grupy wolontariuszy. Imke Hansn jest studentką Wydziału Historii na Uniwersytecie w Hamburgu. Tam mieszka na stałe.

 

Image

 

Czym jest Akcja Znaku Pokuty/Służby dla Pokoju?
Jest organizacją międzynarodową z siedzibą w Berlinie. Akcja już od 40 lat organizuje obozy letnie w państwach, które były zaatakowane przez Niemcy i później brały udział w II wojnie światowej. Przedstawicielstwo Akcji na Polskę ma swoją siedzibę w Krakowie. Co roku dwutygodniowe zgrupowania odbywają się w 20 różnych miejscach Europy. W Niemczech zamiast służby wojskowej Akcja prowadzi tzw. długie dyżury, które trwają półtora roku. Po maturze przyszli studenci pracują w innym kraju, wykonując różne prace socjalne. Taki dyżur pełniłam w Krakowie w Domu Pomocy Społecznej, codziennie opiekując się dziećmi i młodzieżą. Do tego ośrodka przychodziły dzieci, które nie miały dobrych warunków bytowych w swoich domach rodzinnych, dostając tutaj wyżywienie, ucząc się języka polskiego, angielskiego, plastyki, muzyki, i zajmując się sportem. W ramach działalności Akcji byłam też przez 2 tygodnie w obozie zagłady w Oświęcimiu pracując przy porządkowaniu terenu obozu. Zwiedziłam obozy zagłady w Stuthoffie, Majdanku.
Przebywając na zgrupowaniach mamy okazję poznawać inne kraje, bliżej poznajemy innych ludzi, najczęściej swoich rówieśników. Między uczestnikami zgrupowań wytwarza się przyjaźń, koleżeństwo. Oprócz tego nawiązujemy kontakty z mieszkańcami tych miejscowości w których aktualnie przebywamy. Mam nadzieję, że podobnie będzie tutaj, w Wólce Okrąglik.

Czy praca w Akcji, to forma swego rodzaju zadośćuczynienia, żalu za popełnione grzechy przecież nie Twojego pokolenia, bo jesteś za młoda?
Tak, to nie są moje grzechy i mojego pokolenia, ale jako naród niemiecki chcemy pokazać, że bliżej nam teraz do przyjaźni i współpracy między narodami, zwłaszcza tymi, które w czasie wydarzeń II wojny światowej w różny sposób na tym ucierpiały. Nie chcemy, aby w przyszłości wojny ponownie wybuchły i okropności wojenne się powtórzyły, nie tylko w Europie, ale na całym świecie. Porządkując tereny obozów koncentracyjnych bardziej uświadamiamy sobie ogrom wielkich tragedii, jakie się tutaj wydarzyły przed kilkudziesięcioma laty.

Kto finansuje działania Akcji?
Każdy Niemiec w zależności od zasobności swego portfela. Jednak podstawą finansowania Akcji jest budżet Unii Europejskiej i budżet Państwa. Niewielkie sumy pieniędzy też przekazuje kościół protestancki. Poza tym prace wykonywane przez wolontariuszy staramy się wykonywać bezpłatnie.

Kim są wolontariusze, którzy tutaj przyjechali do pracy?
Najczęściej są studentami i uczniami odpowiedników polskich liceów ogólnokształcących. Do Wólki Okrąglik przyjechali z Niemiec, Rosji, Białorusi. Swoje uczestnictwo zapowiedziała też grupa polskich i rumuńskich studentów. Jednak do tej pory nie przyjechali. Myślę, że w rprzyszłym roku Polacy nie zawiodą i będą na pewno razem z nami.

Na czym będą polegać pracę wykonywane przez wolontariuszy?
Na pracach porządkowych i remontowych terenu całego obozu w Treblince. W porozumieniu z dyrekcją Muzeum Walki i Męczeństwa w Treblince zamierzamy odkopać tzw. bunkier karny, który jest już częściowo zasypany ziemią. Sprzęt do wykonania tych robót zapewnia nam dyrekcja muzeum. Praca wykonywana przez wolontariuszy w czasie naszego pierwszego pobytu stanowi też próbę manifestacji przeciwko tragedii, jaka kiedyś tutaj się wydarzyła.

Dlaczego to robisz?
To chyba najtrudniejsze pytanie. Znam historię II wojny światowej. Był nazizm. Zginęło wiele milionów ludzi. Młode pokolenie Niemców naprawdę chce zrobić wszystko, aby te okropności się już nigdy nie powtórzyły. Myślę, że wykonuję bardzo ważną pracę, a przy okazji poznaję inne narodowości, inne kultury. Dzięki moim wcześniejszym pobytom w Polsce poznałam język polski. Studiuję historię Europy wschodniej. Obecność tutaj przydaje mi się później w czasie nauki. Lepiej rozumiem i poznaję problematykę polską, chociaż uczelnia nie wymaga tego ode mnie, robię to z własnej woli, co osobiście pomaga w pełniejszym rozumieniu niektórych złożonych problemów Polaków. Cały rok się uczę, za to praca fizyczna podczas wakacji jest dla mnie świetnym odprężeniem.

Poznałaś już obóz w Oświęcimiu i Treblince. Obydwa różnią się między sobą, chociaż zachowują wspólny mianownik: w obydwu masowo mordowano ludzi. Który z nich wywarł na Tobie większe wrażenie?
Obóz w Oświęcimiu jest inny pod względem informacyjnym. Pokazano tam dużo autentycznych zdjęć, nazwisk osób pomordowanych. Szczegóły oddziałują przygnębiająco. Natomiast obóz w Treblince jest symbolem tragedii, w którym zginęło ponad 800 tysięcy ludzkich istnień, przeważnie narodowości żydowskiej. Byli też Polacy. Stworzony tutaj klimat działa na wyobraźnię.

Po buncie zbrojnym więźniów (sierpień 1943), część obozu spłonęła. Zbliżał się front wschodni, Niemcy mieli dużo czasu, aby zatrzeć za sobą ślady ludobójstwa. Pozostałości po obozie rozebrano, lub wysadzono w powietrze. Teren obozu został zaorany i obsadzony drzewami. Stąd nie ma tu żadnych, albo zachowały się tylko nieliczne oryginalne fragmenty świadczące o istnieniu w tym miejscu „fabryki śmierci".
W Oświęcimiu widać całą machinę do zabijania. Treblinka jest miejscem, gdzie trzeba dużo myśleć, miejscem emocjonalnym, prawdziwym symbolem pamięci. Po obozie pracy, który istniał do roku 1944. pozostały tylko ślady, po betonowych podłogach baraków w których przebywali więźniowie. Pozostało też wyrobisko po żwirowni i aż się wierzyć nie chce, że ten potężny dół wybrany został ludzkimi rękami.

Kilkanaście dni temu mieszkańcy niemieckiego miasta Zittau położonego na lewym brzegu Nysy Łużyckiej (przed wojną polska miejscowość Sieniawka była dzielnica tęgo miasta) wpadli w panikę. Otóż w skrzynkach na listy znaleźli ulotki informujące, że w roku 2002 ich miasto przejdzie pod jurysdykcję polską, a oni sami będą musieli złożyć wnioski o uzyskanienie obywatelstwa polskiego. Oczywiście sprawców nie wykryto. Jak oświadczył publicznie komendant policji w Görlitz, podejrzenia padły na młodych ludzi. Mógł być to „żart” neonazistów, grup coraz liczniej powstających w Niemczech. Zachodzi tutaj piramidalna sprzeczność miedzy tym co robią wolontariusze, a powstającymi i działającymi „jeszcze” w podziemiu ugrupowaniami, które w czasie ostatniej wojny zakładały obozy koncentracyjne. Jak wytłumaczyć przyczyny wstępowania młodych ludzi do tych organizacji?
Słyszałam o tym fakcie. Jest to prawda. Nie zgadzam się z treścią tej ulotki. Takie fakty mają miejsce we wschodnich landach byłego DDR. Powstające grupy neonazistów są grupami nielegalnymi, działanie ich zabronione jest prawem niemieckim. Myślę, że wstępowanie młodych ludzi do tych organizacji związane jest z pochodzeniem. Innym powodem jest brak wykształcenia u tych osób, które swoją edukację kończą najczęściej na poziomie szkoły podstawowej lub zawodówki. Jest to najniższa warstwa w społeczeństwie niemieckim. Za to ich przywódcy są osobami wykształconymi i potrafią nimi odpowiednio sterować.
W byłym kraju postkomunistycznym, jakim są wschodnie Niemcy, młodzi ludzie nie mają pracy, co łączy się z ich frustracją, widząc, że obcokrajowcy tę pracę mają. Nie widzą tego, że np. wywożenia śmieci oni sami nigdy by się nie podjęli. Te prace chętnie przyjmują obcokrajowcy, którzy muszą utrzymać rodzinę, opłacić mieszkanie. Typowy styl myślenia komunistycznego: im się to należy, ale bez pracy. To uogólnienie oczywiście nie dotyczy wszystkich wschodnich Niemców, ale znacznej już grupy.

Jakie jest wyjście z tej sytuacji?
Myślę, że jest to bardzo pilna sprawa dla polityków. Trzeba dużo włożyć pracy w uświadomienie młodzieży, że nie tędy droga. Jest to mój kolejny powód, dla którego jestem właśnie tutaj, w Treblince. Wspólnie ze studentami postępuję akurat odwrotnie, niż zachowują się neonaziści. Tworzymy grupy, których zadaniem jest uświadamianie tych osób. Efekty są różne, ale sporo z nich w końcu daje się przekonać.
Mieszkam w Hamburgu i takich przypadków tam nie zauważyłam. Nie widzę tego w restauracjach, dyskotekach, czy w nocy na ulicy. Widać za to na wschodzie Niemiec, nawet w tramwajach, że coś niedobrego tam się dzieje. W byłym DDR społeczeństwo jest biedniejsze, więc warunki ku temu są sprzyjające.

Czyżby o tworzeniu się grup neonazistów decydował socjal?
Tak. Stanowi bardzo ważny powód, który został w znacznej części odziedziczony po poprzednim systemie politycznym byłego DDR. Trzeba pamiętać, że na wschodnich Niemców pracował cały blok socjalistyczny. Delikatnie ujmując - są rozwydrzeni.
Podobnie, jak fanatycy mówiący o tym, że Oświęcim to kłamstwo - nigdy tego obozu nie było, że całą tę propagandę wymyślili Amerykanie. Nie mogę tego zrozumieć, ponieważ większość tych ludzi była w Oświęcimiu, Majdanku, Treblince i zobaczyła wszystkie okropności na własne oczy. Ale oni nadal podważają istnienie tych obozów w przeszłości.


R. Domański, Posprzątać obóz, „Gazeta Powiatowa”, Nr 241, 22.08.1999 r.

Inny artykuł o wizycie wolontariuszy ASF w Treblince z 1999 roku:
B. Nowotniak, Znaki pokuty, „Tygodnik Siedlecki”, Nr 38, 19.09.1999 r.

 

Akcja Znaku Pokuty

AKCJA ZNAKU POKUTY - SŁUŻBA DLA POKOJU
W TREBLINCE

 

Image
Wolontariusze ASF porządkują teren obozu zagłady na czele z kierowniczką Doerte Krueckels

Od 1999 roku Muzeum Walki i Męczeństwa w Treblince współpracuje z niemiecką organizacją Akcja Znaku Pokuty - Służba dla Pokoju. Głównym celem młodzieży przyjeżdżającej do Polski jest poznanie historii obozu zagłady oraz wykonanie prac porządkowych na tym terenie. W ten sposób wolontariusze akcji chcą wyrazić sprzeciw wobec okrucieństwu czasów II wojny światowej oraz dążyć do pokoju między narodami, który jest możliwy dzięki porozumieniu i pojednaniu. Pobyt w miejscu pamięci, jakim jest Treblinka, skłania młodych ludzi z ASF do głębszej refleksji nad przeszłością i kształtowaniem przyszłości bez wojen i przemocy.

 

Przegląd wizyt wolontariuszy ASF w Treblince:

  • 1999 rok
Posprzątać obóz


Od 7 do 21 sierpnia 1999 roku na terenie dawnego obozu zagłady w Treblince przebywała po raz pierwszy grupa wolontariuszy - uczestników obozu letniego zorganizowanego przez niemiecką organizację Akcja Znaku Pokuty/Służby dla Pokoju z siedzibą w Berlinie. Kilkunastu wolontariuszy zakwaterowanych w Szkole Podstawowej w Wólce Okrąglik nieodpłatnie każdego dnia zajmowało się pracami związanymi z porządkowaniem terenu obozu.

Czytaj więcej ...


  • 2001 rok
Nigdy więcej


Po raz drugi na terenie Muzeum Walki i Męczeństwa w Treblince pracowała grupa wolontariuszy z Niemiec i Kanady skupiona wokół organizacji Służba dla Pokoju „Znaku Pokuty”. Młodzi Niemcy i małżeństwo z Kanady wyrywali chwasty, czyścili betonowe krzyże z mchu i porostów. W ten sposób chcieli przekazać światu, a szczególnie narodowi polskiemu, zapewnienie - Nigdy więcej...

Czytaj więcej ...



  • 2005 rok
Tak poznają przeszłość


Ośmioro młodych ludzi z niemieckiej organizacji Akcja Znaku Pokuty przez kilka dni porządkowało teren Muzeum Walki i Męczeństwa w Treblince.
Chcę uczyć moich uczniów nie tylko na podstawie wiedzy teoretycznej z książek, ale także na podstawie własnych doświadczeń - wyjaśnia motywy swojego przyjazdu Isolde Gesch, uczestniczka akcji, nauczycielka historii w Niemczech.

Czytaj więcej ...


  • 2006 rok
Pamięć i pojednanie


Już po raz czwarty, w dniach od 7 do 21 sierpnia 2006 roku na terenie Muzeum Walki i Męczeństwa w Treblince odbyły się Międzynarodowe Spotkania Młodzieżowe w ramach ASF. Georg Panner podczas spotkania integracyjnego wyjaśnił przyczyny swojego przyjazdu: Przyjechałem tu, by się uczyć, poznawać, pamiętać o tym, co było i wyciągnąć wnioski na przyszłość, by żyć zgodnie w wielkiej społeczności narodów.

Czytaj więcej ...


  • 2007 rok
Międzynarodowa grupa na nietypowej lekcji historii
Image
Grupa wolontariuszy wraz z kierownikiem
Image
Młodzież z ASF poznaje historię obozu zagłady

Od 5 do 19 sierpnia 2007 roku dziesięcioosobowa grupa młodych ludzi przyjechała do Treblinki na nietypową lekcję historii w ramach akcji „Znaku Pokuty”. W jej skład wchodziło ośmioro Niemców, Ukrainka i Polka. Cała grupa chciała zobaczyć miejsce pamięci, jakim jest Treblinka, poznać innych ludzi, którzy interesują się tematem zagłady Żydów. Z pobytu w Treblince wszyscy wynieśli prawdę historyczną i umiejętność pracy w międzynarodowej grupie. Uczestnicy akcji mieli okazję doświadczyć, że zaplanowanie pracy, porozumienie się i zrozumienie w zespole jest prawdziwą sztuką.

Czytaj więcej ...

 

 

  • 2008 rok

Wspólna inicjatywa młodzieży...

 

Image
Na pierwszym planie symboliczny ruszt, na którym palono ciała pomordowanych, na drugim młodzież z organizacji Znaki pokuty i kierownik muzeum E. Kopówka
10 sierpnia 15-osobowa grupa młodzieży (9 Niemców i 6 Polaków) przyjechała do Treblinki. W tym roku – inaczej niż w latach: 1999, 2001, 2005 i 2006 – była to wizyta jednodniowa, nastawiona wyłącznie na zwiedzenie Muzeum Walki i Męczeństwa w Treblince. Młodych ludzi ciekawiło, czemu jest tak mało śladów obozu?

Czytaj więcej…

 

  •  2009 rok

                                                  Image                   Historia i pojednanie
     
    Od 20 do 31 lipca 2009 r. na terenie Muzeum Walki i Męczeństwa w Treblince przebywała dziesięcioosobowa grupa wolontariuszek z trzech krajów: Niemiec, Białorusi i Polski w ramach Akcji Znaku Pokuty - Służby dla Pokoju. W tym roku do Treblinki przyjechały same kobiety, a były to: Stefanie, Agata, Anna-Theresa, Sabine, Alesia, Anke, Deborah, Sonja, Karin, Marie. Organizatorkami spotkania były Stefanie Seifert z Niemiec oraz Agata Warchoł z Polski - absolwentka germanistyki, która była także tłumaczem. Tegoroczne spotkanie charakteryzował temat przewodni: „Kobiety w narodowym socjalizmie”. Miejscem zakwaterowania uczestniczek była szkoła w Prostyni.
    Czytaj więcj...



ImageAktion Sühnezeichen Friedensdienste (skrót ASF)
czyli Akcja Znaku Pokuty - Służba dla Pokoju została założona w 1958 r. przez ewangelickich chrześcijan. Inicjatywę utworzenia Akcji wysunął prezes synodu Lothar Kreyssig, który w okresie narodowego socjalizmu występował przeciwko mordowaniu ludzi kalekich i upośledzonych. Punktem wyjścia dla powstania Akcji było uznanie winy historycznej Niemców za zbrodnie popełnione w latach 1933-1945.

W odezwie założycielskiej zostało zapisane:
My Niemcy rozpoczęliśmy II wojnę światową i już przez to winni jesteśmy bardziej niż inni niezmierzonego cierpienia ludzkości. Niemcy zabili w zbrodniczym buncie przeciw Bogu miliony Żydów. Ten, kto spośród nas, osób, które przeżyły, nie chciał tego, ten nie zrobił dostatecznie dużo, aby temu zapobiec.
Więcej informacji o organizacji na stronie internetowej: www.asf-ev.de

Wiersze o Treblince

Władysław Szlengel

MAŁA STACJA TREBLINKI


Na szlaku Tłuszcz - Warszawa
z dworca Warschau-Ost
wyjeżdza się szynami
i jedzie się wprost...

I podróż trwa czasami
pięć godzin i trzy ćwierci,
a czasem trwa ta jazda
całe życie aż do śmierci...

A stacja jest maleńka
i rosną trzy choinki,
i napis jest zwyczajny:
tu stacja Treblinki.

I nie ma nawet kasy
ani bagażowego,
za milion nie dostaniesz
biletu powrotnego...

Nie czeka nikt na stacji
i nikt nie macha chustką,
i cisza tylko wisi,
i wita głuchą pustką.

I milczy słup stacyjny,
i milczą trzy choinki,
i milczy czarny napis,
że... stacja Treblinki.

I tylko wisi z dawna
(reklama w każdym razie)
zniszczony stary napis:
"Gotujcie na gazie."

 


Władysław Szlengel

JU
Ż CZAS

Już czas! Czas!
Długoś nas dniem obrachunku straszył!
Mamy już dosyć modlitw i pokut.
Dzisiaj Ty staniesz przed sądem naszym
I będziesz czekał pokornie wyroku.
Rzucim Ci w serce potężnym kamieniem
Bluźniercze, straszne, krwawe oskarżenie.
- Ostrzem toporu, brzeszczotem szabel
Wedrze się w niebo jak wieża Babel
I Ty, tam w górze, wielki skazaniec,
Tam w międzygwiezdnej straszliwej ciszy,
Ty każde słowo nasze usłyszysz,
Jak Cię oskarża naród wybraniec,
- Nie ma zapłaty, nie ma zapłaty !!!
To, ześ nas kiedyś dawnymi laty,
Wywiódł z Egiptu do naszej ziemi,
To nic nie zmieni ! To nic nie zmieni !
Teraz Ci tego już nie przebaczym,
że Tyś nas wydał w ręce siepaczy -
Za to, że w czasie tysiącoleci
Byliśmy Tobie jak wierne dzieci.
Z Twoim imieniem każdy z nas konał
W cyrkach cezarów, w cyrku Nerona.
Na krzyżach Rzymian, stosach Hiszpanii
Bici i lżeni, poniewierani.
A Tyś nas wydał w ręce Kozakom,
Co rwali w strzępy Twój święty zakon.
Za męki getta, widma szubienic
My upodleni, my umęczeni -
Za śmierć w Treblince, zgięci pod batem,
Damy zapłatę !! Damy zapłatę !!
- Teraz nie ujdziesz już swego końca !
Gdy Cię sprowadzim na miejsce kaźni,
100-dolarowym złotym krążkiem słońca
Ty nie przekupisz wartownika łaźni.
I kiedy kat Cię popędzi i zmusi,
Zagna i wepchnie w komorę parową,
Zamknie za Tobą hermetyczne wieka,
Gorącą parą zacznie dusić, dusić,
I będziesz krzyczał, będziesz chciał uciekać -
Kiedy się skończą już konania męki,
Zawloką, wrzucą, tam potwornym dołem
Wyrwą Ci gwiazdy - złote zęby z szczęki -
A potem spalą.
I będziesz popiołem.
                                   Warszawa, getto, grudzień 1942

 


Halina Birenbaum

JEDŹCIE DO TREBLINKI

Jedźcie do Treblinki
Otwórzcie oczy szeroko
Wyostrzcie słuch
Wstrzymajcie oddech
wsłuchajcie się w głosy wydobywające się tam
spod każdego ziarenka ziemi –

jedźcie do Treblinki
Oni czekają na was, spragnieni głosu waszego życia
znaku waszego istnienia, kroku waszych nóg
ludzkiego spojrzenia
rozumiejącego, pamiętającego
powiewu miłości na Ich prochy –

jedźcie do Treblinki
z własnej, wolnej woli
jedźcie do Treblinki w potędze bólu nad okropnościami
tu dokonanymi
z głębi zrozumienia i serca, które płacze, nie godzi się
wysłuchajcie Ich tam wszystkimi zmysłami

jedźcie do Treblinki
opowie wam tam cisza zielona, złotawa lub biała
niezliczone opowieści
o życiu wzbronionym, niemożliwym – odebranym


jedźcie do Treblinki
spójrzcie, jak czas tam stanął
grzmiące milczenie umarłych
kamieni na model ludzkich postaci w tej głuszy
jedźcie do Treblinki odczuć to przez chwilę –

jedźcie do Treblinki
zasadzić kwiat gorącą łzą, westchnieniem ludzkim
przy jednym z kamieni upamiętnienia zgładzonych
ich popiołami i prochem

Oni czekają na was w Treblince
byście przyszli, wysłuchli ich opowieści unoszących się
w tej ciszy
przynieście Im za każdym razem
wieść o trwaniu waszego życia wtedy zabronionego
o miłości ożywiającej

jedźcie do Treblinki poprzez wszystkie pokolenia
nie zostawiajcie Ich samotnych –

 

 

 


 

Halina Birenbaum

 

MÓJ OJCIEC

 

Ojciec czytał nam wspaniałe pieśni
Ze starych ksiąg
Wypełniony wzruszeniem i podniosłością
Przekazywał nam ich piękno

Wtedy nie rozumiałam ich treści
Ale ojca przejęcie i zachwyt
wchłaniałam

Ojciec tłumaczył nam znaczenie świąt
Czytał legendy o poświęceniu Chany
Cudzie Hanukah
o bezgranicznym oddaniu wierze –

Nie bardzo rozumiałam
Obca była mi nawet mowa
Jego żarliwych modlitw

Ale kochałam wzruszenie Ojca
Wyraz twarzy – blask w jego oczach
Gdy czytał lub modlił się
Do dziś żyje we mnie ten obraz

Gdy bombardowano we Wrześniu Warszawę
Ojciec niemal płakał w swej niemocy
Nasz dom wtedy się spalił
W Wielki Dzień Sądu żydowski Jom Kipur

Wybiegliśmy na płonącą ulicę
Ojciec mocno ściskał moją rękę
Wpatrywał się we mnie rozpaczliwie
Jakby usprawiedliwiając się...

Zapamiętałam jego spojrzenie z Tamtych dni
W getcie modlił się więcej niż dawniej
Szukał ratunku w Bogu
Porzucanym przez wielu pośród okropności

Pierwszy raz widziałam go płaczącego jak dziecko
Na wieść o śmierci dziadka w Białej Podlaskiej
Ojciec miał wtedy czterdzieści kilka lat...
I odtąd modlił się jeszcze częściej –

Ludzie w getcie puchli z głodu
Umierali na ulicach – my jeszcze mieliśmy chleb
Uczyliśmy się nawet w "kompletach"  
[1]
Z książek pozostałych po pożodze...

Kilka teatrów nadal grywało w getcie
Mój starszy brat zdobył raz bilety
W Feminie wystawiano Księżniczkę Czardasza
Ojciec nie wybaczył – nie mógł pojąć

Jak można pójść do teatru gdy zwłoki
Gdy umierający zalegają ulice?!
Nie rozumiałam, nie słuchałam jego głosu
Do dziś jego słowa i głos dźwięczą mi w uszach –

Ojciec mówił że nie wolno sprzeciwiać się rozkazom
Wspominał straszną nazwę-karę: Auschwitz ...
W swej naiwności nie doceniał morderczych planów
Nazistowskich niemieckich okupantów!

Matka miała przeciwne zdanie –
Ojciec kochał pieśniami, modlitwami
Rozpaczą wobec grozy
Matka zmaganiem lub godzeniem się z losem

Ojca posłusznego Bogu i ludziom zabili w Treblince
Walczącą i na przemian godzącą się z losem Matkę
Zabili i spalili na Majdanku
Czy kiedyś naprawdę Oni byli? Miałam ich?

Ich obraz wyziera z moich oczu wraz z ich męką
Poprzez moje oczy Oni uśmiechają się, płaczą
Prowadzą mnie po moich wszystkich drogach
Żyją – póki moje oczy na zawsze się nie zamkną

 

24. 08. 2003

 


Halina Birenbaum
 

JESIEŃ W TREBLINCE 

w Treblince już jesień
liście opadły zniknęła zieleń
cisza deszcz wiatr
niebo grozi albo może tylko płacze
kałuże na ziemi
która jest prochem ciał tutaj
spalonych –
drzewa przyglądają się kamieniom-pomnikom
tak samo bezradnym i nagim jak one
- byłam tam
latem w czasie kwitnienia
zdrętwiała na polu kamieni
pośród zielonych traw i drzew
a teraz jestem daleka
słyszę stamtąd szarą jesień
wracam
widzę twarze odbite
w kałużach
 
1986


 Halina Birenbaum

STRACH    


Wszystko czego doświadczyłam w życiu
było trudniejsze, niebezpieczniejsze i gorsze
od tego przed czym drży każdy człowiek,
a przecież potrafiłam przetrwać
więc czego bać się jeszcze?
nie ma dziś komór gazowych
śmierć głodowa nie zagląda mi w oczy
ani śmierć od katorżniczej pracy
bicia mrozu
to już jest poza mną, minęło
 
tylko ów strach pozostał
paraliżujący zmysły skurcz serca
zimny pot na czole
ciężkie zdrętwiałe nogi
chęć nieprzytomnej ucieczki
bezsilnego daremnego szukania ratunku
dławi gnębi gna
nigdzie nie daje wytchnienia
nigdzie nie pozwala czuć się swobodnie
skuwa jak w kajdany nie daje być sobą
nakazuje czuwać nasłuchiwać bronić się
przed światłem i przed nocą
przed obelgą złym słowem złym spojrzeniem
przed nieżyczliwym uśmiechem
bólem śmiercią
- nie wiem czego boję się bardziej
bólu czy śmierci
nieprzyjaźni nietrwałości uczuć ludzkich
istnienia ludzkiego?
wszak śmierć nie boli ona wyzwala
a ból jest życiem –
ale wyrzucić z pamięci przeszłość
niepodobna
niemożliwe zapomnieć cierpienia
 
nie chciałam i nie chcę kiedykolwiek
nie być
jednak
kiedy ten strach skuwa serce
życie traci sens, ciąży
- więc muszę wyzbyć się strachu
przed nim się tylko bronić!
 
25 grudnia 1968

 


TREBLINKA

Pamięci  zamordowanych  w Treblince  ofiar Holocaustu,

  pochodzących  z  mojego rodzinnego  miasta, Skarżyska--Kamiennej

Piotr Jan Nasiołkowski


Majster z Niemiec przybył tutaj, by rozniecić las płomieni
Nie zgaszonych krwią, ni łzami.., zaklętymi w tłum kamieni
Przywiezionych ze ścian płaczu, przez nienawiść rozbijanych
Wieczny kadisz zawodzących -  wśród popiołów zapomnianych
Siedem ramion Twej menory... nie utuli zawstydzenia
Trójcy krzyży  zaskoczonej, że… zabrakło jej cierpienia,
Przerażonej losem duszy – gdzieś.., na torach zabłąkanej…
Przez ten pociąg z gwiezdnym pyłem - ciemną nocą rozjechanej...
Siedem ramion Twej menory, nie obejmie mego strachu
Zbudzonego rozsypaniem.., szarej barwy garstki piachu…
 


 

Jadwiga Waszczuk

 

Jadwiga Waszczuk (1901-1988)
Ze zaskoczeniem, ale i z dumą, dowiedziałem się o nadaniu w lipcu 2011 roku mojej Babci – Jadwidze Waszczuk pośmiertnie tytułu „Sprawiedliwy Wśród Narodów Świata”. Nie znam procedury przyznawania tego tytułu przez Yad Vashem, ale wiem , że odbyło się to na wniosek uratowanej przez Babcię pani Biny Hacohen, z domu Edzi Szpilman. Niestety, to zaszczytne wyróżnienie nie odbiło się jakimś większym echem w ogólnopolskich mediach, dlatego chciałbym choć trochę przybliżyć postać Babci.


Pochodziła ona z typowej dla Podlasia zasiedziałej drobnej szlachty. Buczyńscy, herbu Lubicz, na początku XV wieku otrzymali za zasługi rycerskie od księcia Witolda wieś Buczyn w parafii Kosów Lacki. Buczyn, zwany z czasem Buczynem Szlacheckim, to do dziś ich gniazdo rodowe. Swoje dobra mieli także w sąsiednich wsiach – Ratyńcu i Zalesiu, w którym to w 1901 roku urodziła się Babcia. Jej ojcem był Franciszek Buczyński, matką zaś Stefania Leszczyńska. Leszczyńscy, herbu Wieniawa, to równie stara szlachta zaściankowa z niedalekiej Leszczki. Niewiele już pamiętam z opowieści Babci z czasu, kiedy była młoda. Zapamiętałem tylko atmosferę rodem z „Pana Tadeusza” i nie raz powtarzane zdanie, że wywodzi się z tej samej rodziny, co król Polski. Wówczas nie traktowałem tego zbyt poważnie. Jednak, gdy z czasem zainteresowałem się dziejami rodziny, przekonałem się, że tak było rzeczywiście. Podlascy Leszczyńscy osiadli tu na początku XV wieku. Byli oni spokrewnieni z wpływową i majętną rodziną Leszczyńskich z Wielkopolski, z których pochodził król Stanisław Leszczyński.


Małżeństwo Babci z młodym i jak do dziś się wspomina, bardzo przystojnym sąsiadem z Zalesia –Czesławem Waszczukiem, pochodzącym z zamożnej miejscowej rodziny chłopskiej, uznano w okolicy za mezalians i skandal. Być może było to jedną z przyczyn, że po urodzeniu piątki dzieci – Kazimiery (zwanej Danutą), Stefana, Eugeniusza, Jana i Alinki, cała rodzina przeniosła się w latach trzydziestych do Węgrowa. Tam, z dużym sukcesem Waszczukowie prowadzili sklep bławatny, czyli tekstylny. Wydaje się, że było to ich powołanie. Klientów nie brakowało. Szybko wyrobili sobie opinię firmy solidnej i uczciwej. Powodziło im się dobrze, a dziadek rozpoczął budowę dużej i reprezentacyjnej kamienicy w Warszawie Grochowie.


Już wtedy Babcia znana była z tego, że nikomu nie odmawiała pomocy. Tak też i było w 1942 roku, w nocy poprzedzającej likwidację węgrowskiego getta, gdy o pomoc zwróciły się do Babci ścigane przez Niemców dwie żydowskie sąsiadki, żona i córka miejscowego fotografa Altera Szpilmana. Młodsza z nich, Edzia, była szkolną koleżanką mojej mamy Danuty. Babcia przebrała je, przenocowała i zorganizowała dokumenty, dzięki którym mogły uchodzić za Polki i przeżyć wojnę. Babcia zanosiła też jedzenie i opiekowała się zniedołężniałą babką Szpilmanową, która po ucieczce rodziny ukrywała się na strychu ich dawnego domu i tam zmarła śmiercią naturalną. Należy dodać, że babcia dużo ryzykowała. Karą za pomoc w ukrywaniu Żydów była śmierć całej rodziny.


Po wojnie, Edzia wprowadziła się do mieszkania Babci w Warszawie i zaczęła studiować medycynę. Przez cały okres nauki nie musiała się martwić o mieszkanie i wyżywienie. Babcia nie chciała rekompensaty za pomoc. Edzia przez cały czas przyjaźniła się z moją mamą Danutą. Po skończeniu studiów wyjechała z Polski. Mama próbowała się potem z nią skontaktować, ale bez skutku.


Wiem, że nie był to jedyny przypadek pomocy moich dziadków dla represjonowanych przez Niemców, a potem przez władze komunistyczne Żydów. W podobny sposób Babcia uratowała jeszcze kilka innych, nieznanych jej osób, ściganych po ulicach Węgrowa. Zaprowadziła ich wtedy do domu, przebrała tak, aby wyglądali na domowników, posadziła do stołu razem z własnymi dziećmi i w chwili, gdy pościg wpadł do mieszkania, skierowała go w inną stronę. Uciekinierzy przenocowali i rano udali się do lasu. Ich dalsze losy są nie są mi znane. W latach dziewięćdziesiątych kilka osób mówiło mi, że w jednej z gazet ukazał się wywiad z pochodzącym z Węgrowa Żydem z Kanady. W artykule tym człowiek ten wspominał, że w czasie wojny życie uratował mu Czesław Waszczuk, czyli mój dziadek. Próbowałem znaleźć ten tekst w bibliotece, ale wobec ogromu materiału praca ta okazała się nad moje siły. Mam nadzieję, że stanie się to możliwe, gdy roczniki prasowe z tych lat zostaną zamienione z postaci papierowej na cyfrową i udostępnione do wglądu.


Jeszcze innym przykładem bezinteresownej pomocy udzielonej przez moją babcię jest historia Kazimierza Karlsbada, znanego na Podlasiu dowódcy partyzanckiego. Był on kolegą mojego stryja Stefa (który potem był żołnierzem Armii Krajowej) i mamy z czasów szkolnych. Karlsbad w wydanej w Kanadzie autobiografii wspomina, że zaraz po wojnie był prześladowany przez UB. Był to więc czas, gdzie nie miał się gdzie podziać. Wtedy gościny w swoim domu w warszawskim Grochowie udzielili mu Waszczukowie . Autor autobiografii zaznacza też, że gdy zdecydował się uciekać nielegalnie z kraju, otrzymał od Babci znaczne wsparcie finansowe.


Zaraz po wojnie zmarł Czesław Waszczuk. Babcia wtedy sama podjęła się wykończenia rozpoczętej przez dziadka budowy kamienicy w Warszawie. Czasy były bardzo ciężkie, ale dzięki jej niezwykłej energii i uporowi udało się. Dom był reprezentacyjny i nietypowy dla robotniczego Grochowa – przestronne, duże mieszkania, nowoczesne na tamte czasy okna, centralne ogrzewanie. Niestety, wkrótce po wynajęciu mieszkań, kamienicę bezprawnie znacjonalizowano. Babcia do końca życia czuła się jego właścicielką. W czasie remontów dozorowała robotników i egzekwowała od nich prawidłowe wykonanie pracy. Walczyła też z administracją, jej marzeniem było odzyskanie utraconego mienia. W tym pomagali jej moi rodzice. Do tej pory w archiwum domowym przechowuję stos pism do różnych urzędów pisanych ręką mojego ojca Mariana. Niestety Babcia nie dożyła zwrotu domu, który wywalczyła dopiero w wolnej Polsce jej najmłodsza córka Alina.


Mimo nacjonalizacji udało się rodzinie zachować w kamienicy trzy mieszkania lokatorskie - kawalerkę Babci i dwa dwupokojowe mieszkania obu córek z rodzinami. Przez pierwszych kilkanaście lat do wszystkich trzech mieszkań dokwaterowano nam przymusowych sublokatorów. Warunki były ciężkie, wspólna kuchnia i łazienka. Trzeba było jednak jakoś żyć.


Babcia, jako była właścicielka kamienicy postrzegana była przez władze jako wróg ludu. Nie miała szans na dobrą pracę, do niewielkiej renty musiała dorabiać chałupnictwem. Tym, co zarobiła, dzieliła się z potrzebującymi, często nieznajomymi. Nazywane to było pożyczką, ale w rzeczywistości tylko niewielka część pieniędzy była odzyskiwana. Babcia się tym nie przejmowała. Z dzieciństwa pamiętam, że gdy coś przeskrobałem, babcia stawała w mojej obronie . Scenariusz był zawsze taki sam. Mama wyciągała pas, ja z bratem chowaliśmy się za Babcią, która nas osłaniała przed razami. I na tym się kończyło. Teraz po latach myślę, że był to wybieg obu pań. Bicia nie było, a efekt pedagogiczny został osiągnięty. Zresztą Babcię mieliśmy na co dzień. Jak pamiętam, zawsze stołowała się u naszej mamy Danuty i mimo, że miała własne mieszkanie, spędzała u nas całe dnie. Cicha, pogodna, nikomu nie przeszkadzała i nie wtrącała się w sprawy innych. Cały czas walczyła o kamienicę. Gdy tylko była poruszana sprawa odzyskania dawnego mienia wracała jej energia i siła przebicia. No i pięknie opowiadała o czasach swojej młodości. Pamiętam wspólne Wigilie zawsze organizowane u nas w mieszkaniu, przez mamę Danutę, która z czasem przejęła od Babci rolę głowy rodziny. Często wspominam też jak rodzice wspólnie śpiewają kolędy. A repertuar mieli przebogaty…

 

Marek Strasz, syn Mariana i Danuty z Waszczuków, wnuk Jadwigi Waszczuk

 

Zamieszczone zdjęcie Jadwigi Waszczuk jest autorstwa A. Szpilmana z Węgrowa.

Image

 

 

Image

Image

Image